wtorek, 14 września 2021

"Ta druga" Karolina Wilczyńska | Wyd. Czwarta Strona

Decydując się na lekturę „Tej drugiej”, byłam już po paru jej recenzjach. Jako że wśród nich przeważały raczej te naprawdę pozytywne opinie, postanowiłam sięgnąć po tę pozycję. Przekonała mnie do tego zwłaszcza informacja, że książka skupia się na relacjach dwóch rywalizujących ze sobą o jednego mężczyznę kobiet. Nie chodzi jednak bynajmniej o żonę i kochankę. Karolina Wilczyńska postanowiła poruszyć temat rywalizacji między żoną i jej teściową. Myślę, że właśnie dlatego zdecydowałam się przeczytać tę książkę (za motywem kochanek szczególnie nie przepadam). Myślę też, że będę miała o niej sporo do napisania.

Lena kocha swojego męża ponad życie. Choć jej życie nie było usłane różami, udało jej się poznać cudownego mężczyznę, Tomasza, i doczekać się z nim równie cudownej córeczki, Kasi. Niestety, nie udało jej się osiągnąć jednego: zyskać teściowej, która byłaby dla niej prawdziwym wsparciem. Matki, która zastąpiłaby jej kogoś, kogo nigdy nie miała, a o kim zawsze pragnęła.

Czy jednak wszystko może być wyłącznie czarne albo białe? Czy osąd Leny jest właściwy?”

Na początku wspomnę może o tym, że opis, jaki znajdziemy z tyłu książki, jest nieco mylący. To z recenzji czytelników dowiedziałam się, że ową „drugą” kobietą jest nie kochanka, a właśnie matka Tomasza (oczywiście tą „drugą” może być też nasza główna bohaterka, która czuja się zepchnięta na drugi plan). Moim zdaniem może to wprowadzić potencjalnego czytelnika w błąd, bo sugeruje zupełnie inną fabułę. Niemniej jednak zostawmy kwestie opisu, gdyż z takowymi bywa różnie. Przejdźmy do tego, co z pewnością powinno interesować nas najbardziej, a więc właśnie do fabuły i bohaterów.

Zacznijmy od tyłu i powiedzmy sobie najpierw o bohaterach. Uwielbiam wszystkich… poza główną bohaterką. Nie macie pojęcia, jak bardzo Lena zraziła mnie do siebie już na pierwszych stronach książki. Słuchałam tego, co ma mi do przekazania i tylko wypunktowywałam kolejne cechy charakteru, które wzbudzały we mnie niechęć i złość. Tak jak Tomasz, jego córka i mama zyskali moją sympatię, tak Lenę od razu uznałam za osobę wyjątkowo toksyczną i zawistną. Chyba nie da się tego określić łagodniej. Bohaterka, choć starała się być dobrą żoną i matką, jednocześnie wyrażała się o swojej teściowej w niesamowicie okrutny sposób. Ktoś zaraz powie, „ale zaraz. Nie zawsze synowa musi kochać swoją teściową, a teściowa synową”. Zgoda. Tyle że w tej książce poznajemy wyłącznie perspektywę Leny. (dalsza część akapitu może być przez niektórych uznana za leciutki spoiler) Perspektywę wypaczoną, bo przepełnioną bólem z dzieciństwa, bólem związanym z tym, że kobieta nigdy nie doświadczyła, czym jest miłość macierzyńska. Jej własna matka zmarła przy porodzie, więc z czasem Lena wykreowała w swojej głowie postać idealną, pozbawioną wad, których przecież nie da się uniknąć w prawdziwym życiu. Stąd rozczarowanie kobiety przyszłą i obecną teściową.

Gdzieś w połowie książki udało mi się wydedukować, że Karolina Wilczyńska w pełni świadomie stworzyła taką bohaterkę (i chwała jej za to, bo gdyby ta bohaterka była finalnie uznana za „pozytywną” i mającą rację, to przysięgam, wyrzuciłabym tę książkę przez okno). Autorka wykreowała Lenę na wzór kobiety, która przez wiele lat nie radziła sobie z własną samotnością i za wszelką cenę szukała kochających, ciepłych ludzi, którzy przyjęliby ją do rodziny. Która po konfrontacji marzeń z rzeczywistością przeżyła ogromny zawód. Świat nie dał jej bowiem tego, czego oczekiwała. Matki przez duże M. Matki, która robiłaby wszystko tak, jak powinna: gotowała dla rodziny, organizowała wspólne pikniki i podawała herbatę w eleganckich filiżankach.

Jeśli chodzi o zamysł na tę historię, uważam, że Lena jest wykreowana naprawdę dobrze. Jeśli jednak patrzeć na nią z perspektywy czytelnika, który spędza z nią ponad trzysta stron… Oj nie. To nie był najlepszy pomysł. Tego typu postać nie powinna wypowiadać się w pierwszej osobie, a już zwłaszcza być jedynym (w dodatku nieobiektywnym) narratorem historii. Zbyt wiele nienawiści wylewa się z Leny, kobieta przedstawia zbyt wiele błędnych przekonań, które uważa za jedyne poprawne. To nie działa na korzyść książki, bo niemal do samego końca nie ma nikogo, kto powiedziałby: „hej! Tak ma być. Ta bohaterka nie jest pozytywna, więc ty, czytelniku, nie musisz, a wręcz nie powinieneś się z nią utożsamiać! Nie bierz z niej przykładu”.

Zdaję sobie sprawę, że to właśnie podejście protagonistki stanowi główną oś fabuły. To książka przede wszystkim o tym, jak trudno jest wybaczyć i szczerze porozmawiać. O tym, ile krzywdy może wyrządzić najzwyklejszy brak komunikacji. Brak szczerości, z którą tak wiele osób ma w dzisiejszych czasach problem. „Ta druga” nie jest romantyczną książką, nie jest też bynajmniej historią wesołą. Fabuła skupia się na relacji dwóch kobiet, które nigdy tak naprawdę nie potrafiły się zrozumieć. Które albo milczały, albo, pod maską uśmiechów i kulturalnych słówek, udawały, że wszystko jest w porządku. Które z czasem nauczyły się żyć w dyskomforcie i przeczuciu, że nie są i najpewniej nigdy nie będą akceptowane przez „tę drugą”.

Jeśli chodzi o warstwę techniczną, książka jest dobra. To nie jest pierwsza książka pani Wilczyńskiej, więc nie ma nic, na co powinnam zwrócić szczególną uwagę. „Tę drugą” czyta się naprawdę szybko, język jest przyjemny, a dialogi płynne. Myślę, że sama ilość stron także jest adekwatna do tego, co chciała przekazać autorka.

Co do zakończenia, było nieco zbyt szybkie, ale jestem je w stanie zaakceptować. Myślę, że po powyższej recenzji wiele osób domyśliło się, że Lena z czasem zaczęła się zmieniać i stopniowo pojmować, jakie błędy popełniła (wierzę, że nie jest to spoiler. Sama chciałabym wiedzieć przed lekturą, że finalnie bohaterka przejdzie przemianę). Pewne wydarzenia sprawiły, że kobieta spróbowała „rozliczyć się” z przeszłością, aby zrozumieć, kto zawinił. Można powiedzieć, że zrobiła sobie taki ekspresowy rachunek sumienia. I to jest okej, zmiana. Jedyne, z czym mam problem to to, że ta zmiana nastąpiła bardzo szybko. Zazwyczaj człowiek, który przez kilkanaście lat pielęgnował urazę i tylko podsycał ogień nienawiści, nie zdoła zmienić swojego nastawienia w ciągu kilku godzin. Myślę, że to mój jedyny zarzut, jeśli chodzi o finał tej historii. Nie zamierzam jednak rozliczać bohaterki, gdyż zrozumiała swój błąd, a następnie przyznała się, że jej zachowanie było toksyczne i egoistyczne.

Podsumowując: Naprawdę lubię książki Karoliny Wilczyńskiej. Są albo zabawne, albo poruszają bardzo ludzkie, codzienne tematy i kryją w sobie ciekawe przesłania. Ta książka, z racji zachowania głównej bohaterki, nie przypadła mi do gustu, nie twierdzę jednak, że jest zła, czy nie warta czytania. Myślę, że jeśli ktoś podejdzie do tej książki z przymrużeniem oka i nie będzie „uczył się” od Leny, to ta historia okaże się dla niego interesującym doświadczeniem. „Ta druga” to opowieść, która uczy patrzeć i dostrzegać. Która zwraca uwagę, jak łatwo można niesprawiedliwie kogoś osądzić i popaść w błędne koło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz