sobota, 18 stycznia 2020

"Cudzoziemka" B.M.W. Sobol | Wyd. Novae Res


Ciężko pisać recenzje książek autorów, z którymi ma się kontakt. Głównie dlatego, że zawsze opowiada się im o powieściach na bieżąco, wymieniając uwagi, czy sugestie na przyszłość. Przyznaję, że właśnie tak było i w tym przypadku, bo z B.M.W. Sobol zdarzyło mi się zamienić kilkukrotnie parę słów i to jeszcze zanim w ogóle skończyłam czytać „Cudzoziemkę”. Teraz jednak, gdy jestem już po lekturze, a co za tym idzie, wiem, w którą stronę poszła fabuła, mogę rozpatrzeć, co sądzę o tej książce w nieco szerszym kontekście. Jakie są więc moje odczucia?

Zacznijmy od zarysowania historii. „Cudzoziemka” opowiada o Judycie, młodej, ambitnej studentce dziennikarstwa. Niebawem czeka ją obrona pracy magisterskiej, a potem wycieczka do Skandynawii, w którą wybiera się wraz z przyjaciółmi. Dwudziestopięcioletnia kobieta naprawdę cieszy się, że będzie mogła odpocząć na zachodnim wybrzeżu Szwecji w towarzystwie bliskich jej osób. Do czasu... Okazuje się, że na wymarzonej wycieczce będzie obecny także jej były partner. Judycie nie do końca uśmiecha się sypiać z mężczyzną w jednym namiocie, szybko wychodzi jednak na jaw, że to dopiero początek jej problemów. Gdy za sprawą tajemniczej siły, kobieta trafia w sam środek leśnej głuszy, zaczyna się prawdziwa walka o przetrwanie w dzikiej Skandynawii z VIII wieku...

Co mogę powiedzieć? Opis mnie zaintrygował. Jak tylko usłyszałam, że książka B.M.W. Sobol jest połączeniem obyczajówki, romansu i fantastyki, a to wszystko autorka splątała dodatkowo nićmi historii i Skandynawskimi krajobrazami, natychmiast uznałam, że to historia wprost stworzona dla mnie. Nie powiem, jestem bardzo podatna na pochlebne recenzje i ładne okładki, dlatego bardzo się ucieszyłam, kiedy książka w końcu trafiła w moje ręce. Liczyłam na interesujący skok w przeszłość przeplatany elementami fantastyki, a także wątkiem romantycznym. I myślę, że udało mi się znaleźć to w tej książce. „Cudzoziemka” to ciekawa, niekiedy lekka, niekiedy niepokojąca podróż w przeszłość, opowieść o silnej, niezależnej kobiecie, która stara się, jak może, aby odnaleźć się w zupełnie nowej, trudnej rzeczywistości. Judyta, czyli główna bohaterka, to porządna, religijna kobieta, umiejąca spojrzeć na niekorzystną sytuację z boku, aby na spokojnie ją przeanalizować i rozwiązać problem. Sama historia też jest porządna, widać, że autorka miała pomysł, który konsekwentnie realizowała, aby wszystko dokładnie wytłumaczyć, nakreślić czytelnikowi poszczególne wydarzenia. Warto w tym miejscu dodać, że z tego względu, na łamach powieści pojawia się wiele opisów i ekspozycyjnych dialogów, które mogą nie przypaść do gustu osobom nastawionym na prostą, szybką do przeczytania książkę. Sama, mając ją za sobą, stwierdzam, że jest to lektura raczej dla nieco starszego czytelnika przygotowanego na „autentyczność męskich bohaterów z VIII wieku” i ich przedmiotowe traktowanie płci pięknej. Dlatego też do połączenia gatunków, jakimi opisuje się tę książkę, warto by dodać wzmiankę o jej lekkim zabarwieniu erotycznym. W trakcie lektury pojawia się kilka mocniejszych scen, które według mnie jednak jak najbardziej adekwatne względem treści, zważywszy na czasy, w których ma miejsce akcja. Dobrze pokazują odmienne od obecnych sposoby postrzegania kobiecej seksualności, a także indywidualności. Uważam to jak najbardziej za plus, autorka bowiem nie obawiała się realizmu, ani pokazania w dosadny sposób, jak dawniej traktowano płeć przeciwną. Nie doceniano jej, uważano, że z kobietami niczego nie powinno się uzgadniać, gdyż istnieją wyłącznie po to, aby należeć do mężczyzn i rodzić im kolejnych potomków. Polubiłam główną bohaterkę właśnie za to, że jako jedna z nielicznych nie zgadzała się na podobne traktowanie i z uporem udowadniała własne racje. Nawet jeśli nie mogła nic zrobić, starała się zachować dumę, a przede wszystkim nie ulegać męskim, przesadnie pewnym siebie bohaterom.

Jeśli chodzi o budowę książki, muszę przyznać, że została napisana naprawdę porządnym językiem. Fabuła ma rozbudowany początek, solidne rozwinięcie i odpowiednio zarysowane zakończenie, które pozostawia czytelnika z myślą, że koniecznie musi się dowiedzieć, co będzie dalej. Autorka brnie w fabułę, stopniowo rozwijając poszczególne wątki i dając odbiorcy czas na zapoznanie się z każdą sytuacją. Buduje historię cegiełka po cegiełce, co z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom wolniejszych, skupiających się przede wszystkim na emocjach tekstach.

Jeśli chodzi o minusy, w książce rzuciły mi się w oczy chyba tylko trzy rzeczy, z którymi miałam drobny problem. Po pierwsze, brakowało mi więcej opisów geograficznych, które odpowiednio nakreśliłyby skalę świata, do którego trafiła główna bohaterka. Oczywiście Judyta znalazła się w dawnej Skandynawii, a więc faktycznie istniejącym miejscu, niemniej jednak komuś, kto nie jest zaznajomiony z regionami północnej Europy i ich historią, mówi to naprawdę niewiele. Osobiście z przyjemnością przeczytałabym o tym, jak protagoniści wybierają się do jakichś bardziej zaludnionych miejsc, aniżeli przebywają wyłącznie na odludziu, wciąż powtarzając te same, schematyczne czynności, jak gotowanie, doglądanie zwierząt, czy siedzenie przy kominku. Brakowało mi akcji dziejącej się w miastach, integracji z większą ilością bohaterów drugoplanowych, która mogłaby prowadzić do wielu ciekawych dialogów, czy wydarzeń. Liczę na to, że pod tym względem kolejna książka będzie bardziej urozmaicona, a Judyta pozna nieco świata z VIII wieku.
Jeśli chodzi o drugą rzecz, był nią lekki dysonans w charakterze Judyty. Jak wspominałam wcześniej, bohaterka została naprawdę dobrze wykreowana. Zgrzyty pojawiły się tylko w momencie, gdy kobieta uznała, iż wciąż znajduje się we własnej rzeczywistości, tylko zwyczajnie została porwana i przewieziona do innego miejsca w kraju. Minęło dosyć dużo czasu, nim zorientowała się, jaka była prawda. Do tego momentu nie próbowała uciekać, ani szukać pomocy, zaprzyjaźniła się z obcymi ludźmi, a nawet zaczęła pomagać im w obejściu. Jakkolwiek było to bardzo miłe, tak nie sądzę, aby porwana i wywieziona osoba z dnia na dzień do tego stopnia zaczęła sympatyzować z ludźmi, którzy nie zezwalali jej na odejście. Właściwie zezwalali, bo wielokrotnie zostawiali ją samej sobie, mimo to Judyta nawet nie próbowała odejść (a kierowana myślą, że wciąż przebywała we własnym świecie, mogłaby ruszyć w poszukiwanie jakiejś drogi, czy domu, w którym znalazłaby działający telefon i zadzwoniła do rodziny, czy przyjaciół).

Trzecia rzecz, z którą miałam problem to nagminne określanie bohaterki „księżniczką”. Co jednak zabawne, myślę, że Judytę irytowało to niemal w takim samym stopniu, co mnie, bo niejednokrotnie upominała swoich przyjaciół z XXI wieku, a potem tych z VIII, aby jej tak nie nazywali. Jeśli był to zabieg celowy autorki, to przyznaję, że mogłam w stu procentach poczuć zdenerwowanie protagonistki.

Podsumowując: „Cudzoziemka” B.M.W. Sobol to naprawdę porządna, dobrze napisana książka. Znalazło się w niej kilka drobiazgów, z którymi miałam problem, niemniej jednak finalnie jestem zadowolona, że miałam okazję zapoznać się z tą historią. Cieszę się, że mogłam poznać bohaterów, a także wraz z nimi, zanurzyć się w odmętach dawnej Skandynawskiej historii. Wierzę, że wielu osobom także spodoba się ta opowieść i już niedługo razem z Judytą odkryją całkiem nowy, pełen Skandynawskich pejzaży świat. 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz