czwartek, 17 grudnia 2020

"Otwórz się na miłość" N. Sońska |Wyd. Czwarta Strona

Otwórz się na miłość to już trzecia świąteczna książka, po którą miałam okazję sięgnąć. Nie ukrywam, że liczyłam na bardzo świąteczną i bardzo przyjemną lekturę, po której będę miała ochotę na korzenne ciasteczka, zapalenie pachnącej ciastem świecy i wsunięcie się pod koc. Czy „Otwórz się na miłość” sprawiło, że poczułam świąteczny klimat? Przekonajmy się...

Pozornie Anna jest zwyczajną trzydziestolatką. Ma dobrą pracę, którą lubi, i własne mieszkanko, które – choć niewielkie – jest przytulne i całkowicie jej odpowiada. Dlaczego więc większość wieczorów spędza samotnie, a jedyną osobą, z którą może porozmawiać, jest jej przyjaciółka i sąsiadka, Ula?

Ania nigdy by się nie spodziewała, że wyprawa do galerii handlowej w poszukiwaniu prezentu może odmienić jej życie… Nie tylko osobiste, ale i zawodowe. Przed nią wielkie zmiany, którym będzie musiała stawić czoło.

Czy młoda kobieta da się namówić na wspólny wyjazd ze znajomymi w góry, by nabrać dystansu do tego, co dzieje się wokół niej? W końcu w święta najcenniejszym prezentem może być czas na spokojne rozmowy z bliskimi, cieszenie się swoim towarzystwem, wybaczenie sobie i innym.?

Zacznę może od tego, że ta książka mnie zaskoczyła. Gdy zaczęłam czytać „Otwórz się na miłość” miałam wrażenie, że mam przed oczami samą siebie. Wyobrażając sobie Anię, widziałam to, co widzę na co dzień, stając przed lustrem: wycofaną, unikającą rozgłosu dziewczynę, którą stresuje wychodzenie na miasto ze znajomymi, czy postawienie się komuś wyższemu rangą. Potrafiłam doskonale zrozumieć tę dziewczynę, usprawiedliwić ją za każdym razem, gdy zamiast kroczyć naprzód, robiła krok do tyłu. I chociaż wszyscy mówili, aby wyszła ze swojej skorupy, ja pozwalałam jej zostać w ukrycie, aby na tej skorupie, nie pojawiły się rysy. Dawno aż tak nie utożsamiałam się z żadną książkową bohaterką jak właśnie z Anną: miłą i pomocną, a zarazem nieco zagubioną i starającą się nie zwracać na siebie niczyjej uwagi kobietą.

Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, mam im trochę do zarzucenia. Nie zrozumcie mnie źle, bardzo ich polubiłam. Aleksander, którego na początku opowieści poznała główna bohaterka, to wyjątkowo kulturalny, zabawny mężczyzna. Przyjaciółka Anny z kolei, Ula, zarażała każdego swoim optymizmem, a także luźnym podejściem do życia. Nie zmienia to niestety faktu, że czasem owi bohaterowie zachowywali się irracjonalnie i osobiście, czytając, miałam wrażenie, że było to spowodowane dążeniem autorki do konkretnego twistu fabularnego. Gdyby bowiem niektóre fakty zostały wyłożone już na początku, zakończenie pozbawione byłoby jakiegokolwiek sensu. Nie do końca pojmuje sens podobnego zabiegu, zważywszy że mnie niestety nie przekonało tłumaczenie bohaterów, dlaczego ci nie mogli wyjawić pewnych istotnych informacji dużo wcześniej.

Mimo niektórych fragmentów, które były pozbawione logicznego wytłumaczenia, bohaterowie okazali się ciekawi. Zwłaszcza relacje łączące Annę z mamą, a także jej szefem z pracy wydały mi się szczególnie ważne. Autorka postawiła w tym wypadku na poruszenie wątku toksycznych związków, niekoniecznie tych romantycznych. Z jednej strony miałam więc do czynienia z nadopiekuńczą mamą głównej bohaterki, która nie potrafiła pogodzić się z dorosłością córki, z drugiej zaś z szefem, który nie dopuszczał do siebie myśli, że mógłby zostać odrzucony. I tak jak Natalia Sońska starała się ubrać w słowa sedno problemów, jakimi okazały się tutaj nadmierna troska, a także mobbing, nie uważam, aby zostały opisywane wyjątkowo… ciekawie. I znowu, nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że autorka napisała spójną historię, która jednak, w ostatecznym rozrachunku, nie zaskoczyła mnie niczym nowym. Znalazłam w niej stereotypowego, unoszącego się dumą szefa, który korzystając ze swojej pozycji w firmie, postanowił zemścić się na odrzucającej jego względy pracownicy. Znalazłam także nieco zaborczą starszą kobietę, która nie potrafiąc pogodzić się z samotnością, szukała pocieszenia w domu dorosłej, usiłującej wydostać się spod jej skrzydeł córki. Nie było to niestety nic, z czym nie miałam do czynienia w wielu innych książkach poruszających tego typu wątki. Brakowało mi czegoś, co w jakiś sposób wyróżniłoby te postacie, oryginalnych cech, które pozwoliłyby wyłamać im się z zamkniętego pudełka pełnego stereotypów.

Patrząc nieco szerzej, książka została napisana przystępnym, lekkim językiem, który sprawia, że czyta się ją naprawdę szybko. Dialogi są przyjemne w odbiorze, a opisy na tyle wyważone, że czytelnik nie odczuwa ani ich nadmiaru, ani niedosytu. Co ważniejsze, historia sama w sobie nie jest wyłącznie romantyczną opowieścią o szarej myszce, której któregoś dnia uda się poznać księcia. Niesie za sobą także istotny przekaz. „Otwórz się na miłość” to bowiem również opowieść o tym, aby otworzyć się na samego siebie, spróbować zrobić coś, czego do tej pory nie pozwalał nam zrobić strach przed nieznanym. Opowieść o uczeniu się samodzielności i konfrontowaniu się z problemami dorosłości. O tym, że czasami warto zaryzykować, aby poczuć, że faktycznie się żyje.

Ale zaraz, prawie bym zapomniała! Co ze świątecznym klimatem? Nie ukrywam, znalazłam go w tej książce dość sporo. Może niekoniecznie był on związany ze świątecznymi przygotowaniami do Wigilii, czy poszukiwaniami prezentów pod choinkę, ale z pewnością bardzo nastrojowy. Dostałam bowiem od autorki moje ukochane Zakopane. Nie byle jakie Zakopane zresztą, bo przykryte białym puchem, pachnące oscypkami i ogrzane ciepłem domowego ogniska. Jednym słowem, Zakopane, które uwielbiam i za którym w tym trudnym, pełnym ograniczeń roku tęsknie jeszcze bardziej niż zwykle. Dzięki autorce mogłam poczuć choć namiastkę górskiego klimatu i związanej z nim wyjątkowo magicznej atmosfery.

Podsumowanie: Koniec końców nie mogę powiedzieć, że „Otwórz się na miłość” to książka, która mi się nie podobała. Wręcz przeciwnie, podobała mi się, nawet bardzo. W głównej bohaterce znalazłam lustrzane odbicie samej siebie, a wyjazd do Zakopanego sprawił, że choć myślami mogłam poczuć się, jakbym sama była w górach i wygrzewała się w schronisku przed kominkiem. Pewnie bez wahania dałabym tej pozycji aż osiem gwiazdek, gdyby nie obecność pewnych zbędnych według mnie tajemnic i przekombinowane rozwiązanie jednego dość istotnego wątku. Przez nie moja ocena będzie nieco niższa, ale nie oznacza to bynajmniej, że nie polecam wam tej książki. „Otwórz się na miłość” to przyjemna, pełna ciepła pozycja, która spodoba się zwłaszcza tym, którzy szukają historii o poszukiwaniu miłości. Nie tylko tej, którą może nas obdarzyć druga osoba, ale również miłości do samego siebie.


 

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz