niedziela, 27 grudnia 2020

"Wzgórze świątecznych życzeń" S. Trojanowska | Wyd. Czwarta Strona

Pamiętam, jak w ubiegłym roku czytałam „Wigilijną przystań” Sylwii Trojanowskiej. Książka mi się podobała, ale miałam do niej kilka uwag (tak jak zresztą do każdej książki, jak wiadomo bowiem każdemu miłośnikowi czytelnictwa, nie tak łatwo znaleźć idealną lekturę). Nic więc dziwnego, że zabierając się za czytanie „Wzgórza świątecznych życzeń”, czyli tegorocznej powieści autorki, nie nastawiałam się ani na złą, ani na świetną książkę. Wyobraźcie sobie, jak duże było moje zdziwienie, gdy okazało się, że nie będę mogła napisać nic złego o tej książce. „Wzgórze świątecznych życzeń” to kawał naprawdę przyjemnej, świątecznej historii!

Kilka tygodni przed Wigilią świat pokrywa się białym puchem, wyjątkowo smakuje szarlotka z cynamonem, a uśmiech na twarzy wywołuje widok ukochanej osoby i girlandy świateł. W Świeradowie-Zdroju nie wszyscy jednak cieszą się na nadchodzące święta, a codzienne troski zaprzątają myśli mieszkańców. Czy ten szczególny czas otuli osamotnionych, pomoże pogodzić zwaśnionych i otworzy serca zamkniętych na miłość? A przede wszystkim, czy tajemnice z przeszłości pozwolą na spotkanie się przy wigilijnym stole?”

W tym miejscu mogłabym napisać po prostu: „warto” i w sumie na tym zakończyłaby się moja rola książkowego recenzenta. Nie znalazłam we „Wzgórzu świątecznych życzeń” ani jednego mankamentu, który zwróciłby moją uwagę (a uwielbiam się czepiać każdej nielogiczności i choćby najmniejszego drobiazgu). Język autorki jest przyjemny, a dialogi adekwatne do sposobu bycia poszczególnych bohaterów. Jeśli o nich chodzi, także nie mam im nic do zarzucenia. Każdy z nich jest na swój sposób oryginalny, każdy ponadto zmaga się z własną przeszłością. Jedni starają się wybaczyć, inni zapomnieć, jeszcze inni odnaleźć w rzeczywistości, w której zabrakło bliskich ich sercom osób. Przyznam, że osobiście najbardziej polubiłam męża Domiceli, Bogumiła, Ksawerego, a także Patrycję. Ten pierwszy zdobył moją sympatię za sprawą humoru i tego, jak kochał swoją wymagającą żonę, drugi zaś urzekł mnie swoją miłością do córeczki i tym, jak bardzo starał się być dla niej zarówno tatą, jak i nieobecną ciałem mamą. Jeśli chodzi o Patrycję, przekonała mnie do siebie odwagą i tym, że za wszelką cenę próbowała chronić swoje córki przed niebezpieczeństwem. W ogóle polubiłam się ze wszystkimi bohaterami, nawet z pewną siebie, unoszącą się wciąż honorem Domicelą. Każda z postaci miała coś do powiedzenia w tej historii, każda była ważna i dopełniała opowieść niczym brakujący puzzel. Dopiero bowiem poznając wszystkie perspektywy, czytelnik otrzymuje pełen obraz i czuje się nim usatysfakcjonowany. Mnie ta historia usatysfakcjonowała i chyba to właśnie jest w przypadku „Wzgórza świątecznych życzeń” najlepsze określenie. Ta książka jest po prostu satysfakcjonująca.

Choć to świąteczna książka, Sylwia Trojanowska postarała się, aby czytelnik znalazł w niej coś „swojego”. Nie jest to więc przesłodzona, pełna radości i śmiechu historia o przygotowaniach do wigilijnej wieczerzy, ciągłym śpiewaniu kolęd, dawaniu trafionych prezentów czy robieniu aniołków na śniegu. To przede wszystkim opowieść o poszukiwaniu owej utraconej radości. O tym, że czasami to drobne gesty sprawiają, że na usta ciśnie się uśmiech, a dawne spory przestają mieć znaczenie. O tym, że nawet jeśli w naszym życiu wydarzyło się coś okropnego, co zostawiło ślad na naszym sercu, zawsze jest szansa na to, że uda nam się podnieść z kolan i w końcu ruszyć przed siebie. O miłości i to nie tylko tej romantycznej. Autorka poruszyła bowiem w swojej książce naprawdę wiele tematów. Znajdziemy w niej między innymi motywy takie jak: odejście kogoś bliskiego, przemoc domowa, trudne relacje z rodziną, brak chęci do życia, rozstanie, czy chociażby taka najprostsza, a jednak trudna do zaakceptowania, ludzka tęsknota.

Wzgórze świątecznych życzeń” mnie urzekło. Nie twierdzę, że zakochałam się w tej książce, niemniej jednak jest to na ten moment jedna z moich ulubionych świątecznych książek. A skoro o świętach mowa, czy jest to pozycja, którą warto czytać w tym okresie? Jak najbardziej. Opisów stricte świątecznych nie pojawia się w niej może zbyt wiele, ale nie zmienia to faktu, że bije od niej grudniowy, zimowy klimat. Autorka starała się skupić przede wszystkim nie na tle, ale na swoich bohaterach, upewnić się, że każdy z nich przeżyje swoje wzloty i upadki (i to niekoniecznie w tej kolejności). Sprawiła, że czytając, byłam w stanie uwierzyć w ich opowieści. Dzięki Sylwii Trojanowskiej mogłam ponadto pochłonąć je w niespełna kilka godzin (a zaczęłam czytać tę książkę dosłownie wczoraj wieczorem!). Autorce udało się wyważyć ilość opisów, monologów i dialogów w taki sposób, że efekt finalny naprawdę zadowala czytelnika. Nie czuć ani przesytu treścią, ani fabularnego niedosytu. Dialogi są przy tym tak naturalne, że można w nie uwierzyć.

Podsumowanie: „Wzgórze świątecznych życzeń” to wyjątkowo ciepła, klimatyczna książka. Niektórzy mogą poczuć się w pierwszej chwili nieco zagubieniu, bo pojawia się w niej spora ilość bohaterów, szybko jednak można się do nich przyzwyczaić. Uważam, że naprawdę warto chociaż spróbować. Jeśli ktoś szuka przyjemnej, świątecznej lektury, zdecydowanie będę mu polecać właśnie tę książkę.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz