czwartek, 3 grudnia 2020

"Grudniowe kwiaty" K. WIlczyńska | Wyd. Czwarta Strona

Nadszedł grudzień, a więc czas sięgnąć po jedną z siedmiu świątecznych książek wydawnictwa Czwarta Strona. W tym roku moim pierwszym wyborem są Grudniowe Kwiaty autorstwa Karoliny Wilczyńskiej. W ostatnie święta także miałam przyjemność czytać książkę tej pisarki i pamiętam, że historia jej bohaterów nawet mi się podobała. Jak będzie w tym roku?

Norbert czuje, że nareszcie wszystko w jego życiu zaczyna się układać. Jego firma prężnie się rozwija, więc wraz ze wspólnikiem wynajmuje nowy lokal i przyjmuje coraz więcej zleceń. Gdyby tylko udało mu się naprawić relację z najlepszą przyjaciółką… Pojawia się doskonała okazja, bo zbliżają się święta, a to przecież szczególny czas, gdy możemy pokazać najbliższym, jak bardzo nam na nich zależy. Jednak Norbert nie obawia się wyłącznie tego, czy Julia mu wybaczy. Chce jej zdradzić jeszcze pewien sekret, ale nie wie, jak dziewczyna zareaguje.

Tymczasem Danuta szykuje świąteczne spotkanie dla znajomych i sąsiadów z bloku przy ulicy Kwiatowej. Nie zabraknie na nim również Norberta i Dominika – jaką rolę w ich życiu odegra prawniczka? I co zrobi Julia, gdy pozna tajemnicę Norberta?”

Zacznę może od moich odczuć. Przyznam, że w pierwszej chwili, kiedy sięgnęłam po „Grudniowe kwiaty” i zaczęłam je czytać, pojawiła się w mojej głowie obawa, że nie będę mogła połapać się w relacjach łączących poszczególnych bohaterów. Przez pierwsze trzydzieści stron miałam problem ze zrozumieniem, kto jest kim, historia opowiada bowiem o postaciach z tzn. kwiatowej serii autorki. Ta ma już dobre kilka tomów i myślę, że dobrze, a nawet warto je znać, sięgając po najnowszą książkę. Nie oznacza to bynajmniej, że jest to konieczne. Osobiście nie czytałam żadnego tomu głównej serii, a i tak bawiłam się przy „Grudniowych kwiatach” naprawdę wybornie. To trochę tak, jakbym została zaproszona w gości do sąsiadów, z którymi nigdy wcześniej nie rozmawiała. Choć początkowo podchodziłam do tego spotkania dość sceptycznie, szybko okazało się, że mam do czynienia z wyjątkowo sympatycznymi ludźmi, których potrafię zrozumieć. I choć to spotkanie nie należało do najdłuższych, zdecydowanie chciałabym je powtórzyć. Dowiedzieć się jeszcze więcej.

Ciekawym zabiegiem Karoliny Wilczyńskiej było posłużenie się zabiegiem bezpośredniego zwrotu do czytelnika. Bohaterowie „rozmawiają” na łamach książki z osobą po drugiej stronie książki, zapraszając go do siebie na przyjacielskie plotki. Chyba po raz pierwszy spotkałam się z tego typu narracją i jestem naprawdę zaskoczona, jak bardzo mi się ona podobała. Czytając, miałam wrażenie, jakbym faktycznie uczestniczyła w wydarzeniach mających miejsce w książce. Bohaterowie zachęcali mnie do słuchania, oferowali ciepłą herbatę, a nawet częstowali różnymi smakołykami. Mogłam usiąść z nimi na kanapie, aby wsłuchać się następnie w ich opowieści. Nie były to jednak opowieści pełne zaskakujących sytuacji, czy dramatycznych zwrotów akcji. Były to opowieści z ich codziennego życia: z jednej strony wydawać by się mogło, że zwyczajne, ludzkie, z drugiej jednak wyjątkowo ciepłe, sprawiające, że miałam ochotę ich dalej.

Nie ukrywam, że wielokrotnie uśmiechałam się, czytając „Grudniowe kwiaty”. Nie tylko z powodu samoświadomości książki, która przewidziała mój tok myślenia i odpowiadała na zadawane przeze mnie pytania, ale także za sprawą bohaterów, których naprawdę polubiłam. Relacja łącząca Norberta z Dominikiem urzekła mnie już od pierwszych stron, Julii, Danucie i reszcie bohaterów drugoplanowych także udało się mnie do siebie przekonać.

Książka fajnie wprowadza czytelnika w świąteczny klimat. Cieszę się, że sięgnęłam po nią jako pierwszą, bo z jednej strony nie zostałam przedwcześnie przytłoczona grudniowym pośpiechem i przygotowaniami do Wigilii, a z drugiej dostałam wystarczająco dużo świątecznej atmosfery, aby nabrać ochoty na herbatę z pomarańczą i goździkami i jazdę na łyżwach. Karolina Wilczyńska wyważyła fabułę w taki sposób, że książkę spokojnie można nazwać świąteczną, a jednocześnie bez problemu sięgnąć po nią także w innym okresie w roku. Język jest przystępny, dialogi przyjemne, a sama fabuła ciekawa. Choć książka została opowiedziana z perspektywy nie jednej, ale trzech osób, czytelnik szybko się do tego przyzwyczaja i od razu odnajduje w „gościach” u kolejnych postaci.

Grudniowe kwiaty” wprowadzają czytelnika w przyjemny zimowy nastrój. Książka jest wyjątkowo ciepła i zabawna, w trakcie lektury niejednokrotnie chciałam pogratulować autorce humoru. Jeśli o mnie chodzi, za jedyny minus powieści, uznałabym jej początkowe tempo. Czytelnik nie ma czasu, aby „wgryźć” się w opowieść, czy poznać bohaterów, pierwszy z nich momentalnie zaczyna mu bowiem opowiadać swoją historię. Wydaje mi się, że tak, jak osobom, które miały wcześniej styczność z mieszkańcami Kwiatowej, nie sprawi to problemu, tak może to lekko zagubić tych, którzy z serią autorki nie mieli nigdy do czynienia. Niemniej jednak osobiście jestem na tak i daję „Grudniowym kwiatom” ogromną, świąteczną gwiazdkę.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz