sobota, 10 kwietnia 2021

"Materiał na chłopaka" Alexis Hall | Wyd. Otwarte

Nie wiem, jak to się dzieje, ale ostatnimi czasy trafiam niemal na same cudowne książki. Marzec okazał się dla mnie wyjątkowo łaskawy, jeśli chodzi o przeczytane lektury: na wszystkie przeczytane w tym miesiącu historie, tylko jedna okazała się rozczarowaniem. Nic więc dziwnego, że do kwietniowej premiery, jaką jest „Materiał na chłopaka” autorstwa Alexis Hall, podeszłam dość optymistycznie. Nie ukrywam, pokładałam w niej spore nadzieje. Nie dość, że historia zapowiadała się naprawdę obiecująco, to sama książka zbierała za granicą naprawdę pozytywne opinie. Jak to jednak bywa, czasami renoma książki, zamiast pomóc, może jej zwyczajnie zaszkodzić. Czytelnik nastawi się na świetną historię, a w zamian otrzyma coś zaledwie przeciętnego…

Na szczęście „Materiał na chłopaka” to książka, której do przeciętnej bardzo daleko. Dobra passa trwa. Kwiecień zaczynamy od cudownej premiery, pozytywnej recenzji i nowej pozycji na półce z ulubionymi książkami. Historia Luciena i Oliviera zdecydowanie zasługuje bowiem, aby na nią trafić.

Zacznijmy może od zarysu fabuły. Lucien, syn gwiazdy rocka i popularnej piosenkarki, nie ma łatwego życia. Ludzie wciąż o nim plotkują i czekają, aż popełni błąd. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że Lucien należy do osób, które błędne decyzje popełniają cały czas. Bez przerwy. Życie młodego mężczyzny to, dosłownie i w przenośni, jeden wielki bałagan, który, jak się okazuje, musi teraz szybko uporządkować. Gdy jego wizerunek po raz kolejny zostaje zszargany przez portale plotkarskie, Luc uświadamia sobie, że tym razem konsekwencje mogą być opłakane. Fundacji, w której pracuje, nagle zaczyna grozić utrata darczyńców.

Aby uratować zarówno nadchodzącą zbiórkę, jak i własną twarz, Luc postanawia zaprezentować światu swojego uporządkowanego, twardo stąpającego po ziemi partnera.

Jest tylko jeden problem.

Luc O’Donnell od pięciu lat nie był w żadnym stabilnym związku.

Rozpoczynają się poszukiwania odpowiedniego kandydata na „chłopaka na niby”. Wybór pada na poważnego i szanowanego prawnika, Olivera, który choć niechętnie, przystaję na propozycje Luciena, aby stworzyć z nim udawany związek.

A co jeśli w udawanym związku pojawi się prawdziwe uczucie?

Materiał na chłopaka” to jedna z tych książek, które wywołują najróżniejsze emocje: od rozbawienia po irytację czy nawet autentyczny smutek. Powiedzmy sobie jednak o tej książce, przechodząc od ogółu do szczegółu. Warto zacząć przede wszystkim od tego, że historia skupia się na dwóch rzeczach: relacji bohaterów i humorze (w końcu mówimy tu o książce balansującej między romansem a komedią). Skupmy się może na początek, na tym drugim aspekcie, bo ten faktycznie tutaj zadziałał. Czytelnik dostaje zabawne dialogi, charyzmatycznych bohaterów i żarty, zarówno te sytuacyjne, jak i te bardziej przemyślane, bazujące na potencjalnej wiedzy odbiorcy. Warto w tym miejscu pochwalić Alexis Hall za talent do prowadzenia błyskotliwych dialogów. Wypowiedzi bohaterów są w większości naprawdę zabawne i niepozbawione nawiązań, czy słownych gierek. Choć autorka bardzo poszła w tę humorystyczną, okraszoną brytyjskim żartem stronę, wyraźnie da się dostrzec to, że jest to kierunek obrany przez nią w pełni świadomie. Książkę określa się jako „doprawiony brytyjskim humorem romans” i jest to jak najbardziej trafne podsumowanie. „Materiał na chłopaka” nie jest w żadnym stopniu nachalny. Żarty nie są wymuszone, a reakcje bohaterów przesadzone. Jedynie przyjaciele i współpracownicy Luciena niekoniecznie przypadli mi pod tym względem do gustu. Jeśli o nich chodzi, zostali wykreowani na bardzo nierozgarniętych i gadatliwych, a przyznam, że osobiście nie jestem fanką tego typu postaci: które są zabawne, ponieważ same w sobie stanowią żart autora. Niezbyt wiele wnoszą zresztą do fabuły i z reguły denerwują tak protagonistę, jak i czytelnika. W „Materiale na chłopaka” jest tego niestety dość sporo. Niestety, bo gdyby nie to, książka z pewnością aspirowałaby na jedną z moich ulubionych.

Nie mogę dać tej historii najwyższej oceny, niemniej jednak wciąż zamierzam ocenić ją naprawdę wysoko. Głównie za sprawą Luciena i Olivera, których wprost uwielbiam. Autorka stworzyła bohaterów, o których naprawdę chce się czytać, poznawać ich, a przede wszystkim zrozumieć. Lucien okazuje się bardzo charakternym, a zarazem wrażliwym mężczyzną, któremu czytelnik naprawdę chce kibicować w dążeniu do wyznaczonego celu. Choć pochodzi z rozbitej rodziny, bo ojciec zostawił go, gdy miał trzy lata, stara się nie poddawać i mimo wielu problemów, żyć pełnią życia. To bohater, który pod płaszczykiem uśmiechów, ciętych ripost i żartobliwych komentarzy, skrywa zmagającego się z wieloma problemami, poszukującego normalności chłopaka. Kogoś, z kim niektórzy czytelnicy z pewnością będą umieć się utożsamić.

Jeśli chodzi o drugiego bardzo ważnego bohatera, a więc o Olivera, również da się go lubić. Chociaż może powinnam napisać odwrotnie: nie da się go nie lubić. Oliver bowiem, prezentuje w związku tę bardziej… twardo stąpającą po ziemi połowę. Jako adwokat, stara się podchodzić do wielu spraw z chłodną głową. W przeciwieństwie do Luciena kieruje się w życiu przede wszystkim logiką. Również w odróżnieniu od swojego chłopaka na niby, stara się ćwiczyć, zdrowo jeść i utrzymywać wszechobecny porządek. Na pierwszy rzut oka wydaje się kompletnym przeciwieństwem głównego bohatera. Gdy jednak pozna się go bliżej, szybko okazuje się, że łączy go z Lucienem o wiele więcej, niż można by się spodziewać. I to działa. Czytelnik wyczuwa chemię, która z czasem pojawia się między tą dwójką, zaczyna trzymać kciuki za łączącą ich relację. I choć są niesamowicie różni, czytelnik ma ochotę przebywać w ich towarzystwie, poznawać ich coraz bliżej. Można powiedzieć, że w jakimś stopniu się w nich zakochuje.

Autorka ma bardzo przyjemny styl. Książkę czyta się niesamowicie szybko, opisy są wyważone, a dialogi, jak już wspomniałam, zabawne i przyjemne w odbiorze. Alexis Hall stworzyła ciepłą, humorystyczną opowieść, którą po prostu chce się czytać. Opowieść, która summa summarum nie jest jedynie zabawną historią o dwóch poszukujących miłości mężczyznach. To także (a może i przede wszystkim) emocjonalna opowieść o zaufaniu. O akceptowaniu samego siebie, a także o godzeniu się z pustką po nieobecnym w naszym życiu rodzicu. Książka o nieufności i o tym, że nie każdy chce nas skrzywdzić. Historia, którą naprawdę można poczuć, jeśli tylko spróbuje się zrozumieć bohaterów.

Podsumowując: Mimo drugoplanowych bohaterów, którzy nieco wymęczyli mnie swoją obecnością, jestem zakochana w tej historii. Za-ko-cha-na. Dostałam wszystko to, czego zwykle szukam w „dobrych” książkach: zabawne dialogi, charyzmatycznych bohaterów, a także fabułę, którą śledziłam z dużym zaangażowaniem. Dostałam także emocje, zarówno te pozytywne, jak i te negatywne. Bo nie wiem, jak jest u was, ale jeśli książka potrafi sprawić, że chce mi się płakać tylko dlatego, że bohater nie zdjął płaszcza, to uważam, że autor zdał egzamin. „Materiał na chłopaka” sprawił, że zaczęłam czuć historię, która została w nim opowiedziana. Nie pozostaje mi nic innego, jak z całego serca polecić wam tę książkę i czekać na dalsze losy Luciena i Olivera.


 

2 komentarze:

  1. Zapowiada się ciekawie😍 Tak wogóle to czytałam twoje książki na Wattpad i dzięki nim pokochałam fantastykę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło! To chyba najcudowniejszy komentarz, jaki może dostać autor! <3

      Usuń