środa, 24 marca 2021

"Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie" Mackenzi Lee | Wyd. Young

Przychodzę do was dzisiaj z dość ważną dla mnie recenzją. Dlaczego? Ponieważ chciałabym was dzięki niej przekonać do sięgnięcia po książkę Mackenzi Lee „Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie”.

Tak. Przekonać. Po prostu... czytajcie tę książkę!

XVIII wiek. Henry Montague, dla przyjaciół Monty, jest przypadkiem beznadziejnym. Jego ojciec zrobił wszystko, aby wychować go na prawdziwego dżentelmena, ale nawet najlepsze szkoły nie mogły wybić chłopakowi z głowy zabaw, hulanek, a także chętnych do grzania łoża dziewcząt i... chłopców.
Roczna podróż po Europie, w której towarzyszyć będzie mu jego siostra Felicity i najlepszy przyjaciel Percy, to ostatnia szansa na korzystanie z młodości. Kiedy Henry wróci, ma się stać prawdziwym lordem, godnym swojego nazwiska i statusu społecznego. Jeżeli jednak do jego ojca dotrą jakieś plotki o niestosownym prowadzeniu się, Monty zostanie wydziedziczony i odcięty od rodzinnej fortuny. I tak już dość szkodził ich rodowemu nazwisku. Na nieszczęście ojca chłopak ma zupełnie inne plany.”

Bronią Monty’ego jest cięty język i urok osobisty, mimo to kuli się ze strachu za każdym razem, gdy ktoś uniesie w jego pobliżu rękę. Percy wydaje się szczęśliwy i rozważny, a jednak przez dwa lata nie zdradził więc swojemu najlepszemu przyjacielowi, że wcale nie jest mu tak łatwo. Felicity jest opanowana i powściągliwa, z czasem okazuje się jednak, że także chciałaby mieć prawo głosu…

Zacznę może od tego, że „Poradnik dla dżentelmena o występku i cnocie” zainteresował mnie głównie swoim niecodziennym tytułem. Gdy jakiś czas później zapoznałam się z opisem książki, stwierdziłam, że to coś, co naprawdę chciałabym przeczytać. Miałam szczerą nadzieję, że się nie zawiodę. Na szczęście tak się nie stało. Mało tego! Będąc już po lekturze, stwierdzam, że „Poradnik...” koniecznie musi trafić na półkę z moimi ulubionymi historiami. Jestem w tej książce za-ko-cha-na. Nie znalazłam w niej chyba niczego, do czego mogłabym się przyczepić w tej recenzji. Powiem wam więc o tym, co mi się podobało.

Najmocniejszym elementem „Poradnika dla dżentelmena” są zdecydowanie bohaterowie. Uwielbiam wszystkich i każdego z osobna. Mackenzi Lee stworzyła plejadę oryginalnych, charakternych postaci, z którymi można się identyfikować. Henry Montague, dla przyjaciół Monty, to młody, zadziorny chłopak, który w głębi serca nie wie, jak pogodzić się z przyszłością, którą planuje dla niego ojciec. Jest zakochany w swoim najlepszym przyjacielu, Percym, który, choć jest z nim w naprawdę zażyłej relacji, aż nazbyt zdaje sobie sprawę, że Monty nie potrafi uporządkować swojego życia uczuciowego. Ma też problem z podejmowaniem przemyślanych decyzji, co często jest mu wypominane przez siostrę, Felicity. Dziewczynę, która okazała się na tyle rozsądna i zdolna do radzenia sobie nawet w najbardziej stresujących sytuacjach, że szybko mnie do siebie przekonała. Z reguły mam problem z protagonistkami. Felicity okazała się jednak na tyle przyjemną, mądrą postacią, że nie umiałabym napisać o niej złego słowa.

Jestem w stanie uwierzyć w tych bohaterów, w ich charaktery, a także w łączące ich relacje. Monty, choć zyskał tytuł bawidamka, w głębi duszy pragnie się ustatkować i wieść spokojne życie z ukochaną osobą. Felicity marzy o tym, aby być kimś więcej, aniżeli tylko pozbawioną głosu damą. Percy zdążył pogodzić się ze swoją przyszłością i pragnie jedynie spędzić podróż w towarzystwie Monty’ego. Chłonąć ostatnie dni wolności zanim przewrotny los ich rozdzieli. Każde z nich uczy się czegoś ważnego na łamach powieści, zaczyna dostrzegać rzeczy, które wcześniej mu umykały. Czytelnik także to dostrzega, widzi płynną, stopniową zmianę Monty’ego, Percy’ego czy Felicity. Podróż, która miała doprowadzić do zmiany głównego bohatera w dżentelmena, staje się nieoczekiwanie najważniejszą lekcją w jego życiu. Lekcją, która sprawia, że ten zaczyna patrzeć na wiele rzeczy zupełnie inaczej, dojrzalej.

Jeśli chodzi o fabułę, bardzo spodobało mi się to, w jaki sposób autorka poprowadziła narrację. Monty opowiada czytelnikowi swoją historię, wykładając mu ją ze swojej „specyficznej”, młodzieńczej perspektywy. Mackenzi Lee postarała się o spójność wypowiedzi, toteż mamy wrażenie, jakbyśmy przysłuchiwali się fascynującej, niekiedy niepokojącej historii. Ta, sama w sobie, jest niezwykle ciekawa. Przyznam, że na początku obawiałam się, jaki kierunek postanowi obrać autorka. Czy postawi na wątek romansu, czy jednak nie pozostawi czytelnika z samym wątkiem miłosnym i wplecie do fabuły jakąś akcję? Na szczęście Mackenzi Lee postawiła na tę drugą opcję i uważam to za genialne posunięcie. Historia Monty’ego staje się bowiem w pewnym momencie niezwykle intrygująca. Czytelnik nie ma pojęcia, czego się spodziewać, błądzi tak samo jak bohaterowie. Największym plusem okazuje się w tym wypadku to, że autorka wykazała się cudowną zdolnością planowania. Osobiście uwielbiam, kiedy poszczególne elementy historii pasują do siebie tak idealnie, jak sąsiadujące ze sobą puzzle. Kiedy cecha danego bohatera, która zostaje podniesiona w jednej sytuacji, okazuje się przydatna w sytuacji, która ma miejsce dwieście stron później. W „Poradniku dla dżentelmena” to faktycznie działa, bo czytelnik ani razu nie zastanawia się, dlaczego jest tak a nie inaczej. Wręcz przeciwnie, nieświadomie sam kiwa głową, zadowolony, że postępowanie bohaterów w istocie ma sens.

Chciałabym wspomnieć o czymś jeszcze. O tym, że „Poradnik dla dżentelmena” to nie tylko zabawna, ciepła i wyjątkowo urocza historia o poszukiwaniu miłości i uczeniu się samodzielności. Opowieść, którą stworzyła Mackenzi Lee to bowiem nie tyle humorystyczne sprawozdanie z wielomiesięcznej podróży bawidamka, co bolesna historia ludzi, którzy zmagają się z wieloma demonami swojej epoki. Prawdziwa i wyboista, a zarazem subtelna i cudownie lekka w swojej prostocie. Kiedy to sobie uświadomiłam – to, jak wiele czytelnik może sobie dzięki niej dopowiedzieć i jak wiele z niej wynieść – wiedziałam, że ta książka trafi na listę moich ulubionych. I miałam rację. Nie potrafię o niej zapomnieć. Nie umiem pozbyć się emocji, które towarzyszyły mi podczas jej czytania. Autorka porusza w „Poradniku dla dżentelmena” wiele ważnych motywów: dyskryminację ze względu na płeć i kolor skóry, przemoc domową, uciekanie przed przyszłością, niechęć dostosowywania się do panujących realiów… Ta książka, pod płaszczykiem lekkiej, zabawnej książki, kryje tak głębokie drugie dno, że myślę, że chciałabym ją przeczytać po raz kolejny. Przeanalizować. Poczuć.

Już dawno żadna lektura mnie tak pozytywnie nie zaskoczyła. Bo owszem, historia Monty’ego, młodego, buńczucznego lorda, który więcej czasu poświęcał kochankom, aniżeli przygotowywaniu się do przejęcia majątku ojca, naprawdę mną wstrząsnęła. Rozbawiła mnie, poruszyła, przygnębiła… wybierzcie, co tylko chcecie, każde określenie będzie pasowało. 


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz