wtorek, 23 listopada 2021

"Promyczek na święta" Klaudia Bianek | Wyd. Czwarta Strona

Zaczynamy okres świąteczny, a co za tym idzie, sięganie po świąteczne książki! Nie skłamię, pisząc, że kocham ten okres. Uwielbiam święta, a przede wszystkim uwielbiam premiery książkowe, których w okolicach listopada i grudnia jest wyjątkowo dużo. Co roku staram się czytać co najmniej kilka z nich – z reguły pada na pakiety świątecznych historii przygotowywane przez wydawnictwo Czwarta Strona. W tym roku również mam przyjemność po nie sięgnąć.

Zastanawiałam się, którą ze świątecznych powieści przeczytać w pierwszej kolejności. Traf chciał, że padło na książkę „Promyczek na święta”. O autorce, Klaudii Bianek, słyszałam dużo wcześniej, nigdy jednak z jej historiami nie było mi po drodze. Ucieszyłam się, że nadarzyła się okazja, aby ocenić jej warsztat i poznać choć jedną z jej opowieści. Teraz cieszę się jeszcze bardziej, bo koniec końców książka mnie nie zawiodła. Już teraz wiem, że z przyjemnością sięgnę w przyszłości po inne powieści autorki. Wam jednak opowiem dzisiaj o wspomnianym „Promyczku”.

„Zielony Zakątek to gospodarstwo agroturystyczne prowadzone przez starsze małżeństwo, Bożenę i Leona Troczów. Z pomocą Hani, Kajetana i Marceliny, dwudziestokilkulatków, którzy znają się jeszcze z czasów szkolnych, tworzą piękne, przytulne i ciepłe miejsce, w którym nie sposób się nie zakochać. Niestety, nawet w tak urokliwym miejscu jak Zielony Zakątek zdarzają się kłopoty. Bohaterowie opowieści Klaudii Bianek próbują samodzielnie mierzyć się ze swoimi problemami, ale aura za oknem i świąteczna atmosfera sprawia, że zbliżają się do siebie, odkrywając, że czasem bliskość drugiego człowieka może okazać się prawdziwym darem z nieba”.

W książce mamy do czynienia z kilkoma bohaterami. Mamy Bożenę i Leona, starsze małżeństwo prowadzące gospodarstwo agroturystyczne, Marcelinę, która żyje z mamą i przechodzącym okres buntu bratem, Hanię opiekującą się chorym tatą, zakochanego w niej Kajetana, a także Tomka, który sam siebie określa ludzką wersją Grincha. Wydawać by się mogło, że tyle postaci to za dużo jak na książkę, która ma zaledwie trzysta pięćdziesiąt stron. Nic bardziej mylnego. Dzięki rozdziałom poszczególnych osób poznajemy charaktery naszych protagonistów, a także ich podejście do świąt. Zaczynamy szczerze współczuć Bożenie i Leonowi, którzy od lat nie widzieli córki, jesteśmy dumni z Hani, która ma własne życie, a mimo to, poświęca każdą wolną chwilę, aby opiekować się jeżdżącym na wózku tatą. No i najważniejsze, zakochujemy się w Promyczku i Dropsiku, dwóch kotkach odgrywających w tej historii bardzo ważną rolę. Nie bez powodu tytuł brzmi „Promyczek na święta”. Czworonożni pupile pojawiają się w tej historii bardzo często. I nie mówię tu wyłącznie o naszych dwóch psotnych kotkach. Nie będę wam jednak zdradzała zbyt wiele. Wystarczy, jak powiem, że uwielbiam wszystkie zwierzęta, które pojawiają się na łamach tej świątecznej powieści. Miłośnicy czworonogów z pewnością będą nią zachwyceni. Futerko sypie się całymi garściami, a puchatych łapek jest dosłownie pełno.

Bardzo dobrze czytało mi się tę książkę. Jest idealna na zimowe wieczory, bo ogrzewa czytelnika niczym ciepły kocyk lub skaczące w kominku płomienie ognia. Otula za pomocą drobiazgów, drobnych gestów, które wykonują bohaterowie. To nie jest wyłącznie książka o miłości, czy świątecznych przygotowaniach. To również wzruszająca opowieść o zmaganiu się z różnymi problemami dnia codziennego. W końcu każdy z nas zmaga się z najróżniejszymi trudnościami. Właściciele, pracownicy i goście Zielonego Zakątka także.

Nie byłabym sobą, gdybym nie zwróciła uwagi na coś, co mi w książce nie pasowało. To moje dość subiektywne obserwacje i odczucia, więc nie są to rzeczy, które wpływają znacząco na odbiór tej historii, czy jej finalną ocenę. Chodzi mi mianowicie o smutek i przygnębiającą atmosferę, jaka bije niekiedy z tej książki. „Promyczek na święta” porusza między innymi temat zwierząt, oscyluje przy tym w dużej mierze wokół ich potencjalnych chorób. Mamy tutaj opisane wiele wizyt u weterynarza i konkretne dolegliwości, które dotykają pupili naszych bohaterów. Jak możecie się domyślać, niektóre opisy znacząco odbiegają od miana „uroczych”, czy „świątecznych”. Wręcz przeciwnie. Pojawia się strach i niepewność o życie zwierzaków. Chyba każdy właściciel czworonoga, zgodzi się ze mną, że okres świąteczny to ostatni czas, w którym chciałby umierać ze strachu o swojego futrzanego przyjaciela. Czytanie o tym, może się dla niektórych okazać przykre. Dobrze jednak, że autorka nie „ograniczała się”, jeśli chodzi o pewne wątki. Oddała emocje właścicieli i to, jak wiele są gotowi zrobić, aby ratować swoich przyjaciół.

Druga sprawa poniekąd wiąże się z powyższą. Zwróciłam uwagę na to, że w „Promyczku” pojawia się wiele powtórzeń, jeśli chodzi o opisywanie uczuć bohaterów. Często mamy do czynienia ze smutkiem poszczególnych postaci, a co za tym idzie, wciąż spotykamy się ze zwrotami typu: przygnębiony, patrzeć smutnym wzrokiem, ucisk w klatce piersiowej, ściśnięte gardło. Naliczyłam tych określeń bardzo dużo, a że czytałam ciągiem po kilkadziesiąt stron, rzucało mi się to w oczy. W książce smutek bohaterów autorka przekazuje za sprawą tych samych określeń.

To jedyne, na co zwróciłam uwagę, jeśli chodzi o styl autorki. Poza tym drobnym mankamentem uważam, że wszystkie opisy i dialogi są naprawdę w porządku. Książkę czyta się z dużą przyjemnością: historia się nie dłuży, poszczególne fragmenty nie są chaotyczne. Jak na moje pierwsze spotkanie z autorką, jestem w bardzo pozytywnym szoku. Nie spodziewałam się, że będę się tak dobrze bawiła przy tej powieści. Czytając, chłonęłam atmosferę świąt: czułam zapach pierników i zachwycałam się zimowymi dekoracjami. Polubiłam bohaterów i to, w jaki sposób zostały przedstawione ich wzajemne relacje.

Promyczek na święta” to ciekawa i ciepła książka. Historie bohaterów splatają się w jedną, spójną całość. Czuć bijącą od niej atmosferę świąt. Zostaje w niej ponadto poruszone wiele ważnych motywów. Mamy w niej do czynienia z tęsknotą i rodzicielską miłością. Z trudnymi wyborami, a także z ogromną wrażliwością związaną zarówno z drugim człowiekiem, jak i zwierzętami. Świąteczna krzątanina stanowi jedynie tło dla tego, co w tej historii okazuje się być naprawdę ważne. Rodzina i przyjaciele. Wsparcie, które otrzymujemy, gdy otwieramy się na pomoc drugiej osoby. Magia towarzysząca iskrzącym od śniegu porankom i skwierczącym od ognia wieczorom. To, że wszystko jest możliwe, bo nadzieja nie umiera nigdy.



 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz