piątek, 4 lutego 2022

"Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rusi" K.W.Wójcicki | Wyd. Dragon

Na początku grudnia dawałam wam znać o pewnie interesującej pozycji książkowej. Jak już się zapewne domyślacie, mowa tu o niejakich „Klechdach”, zbiorze starożytnych podań i powieści ludu polskiego i Rusi. Zgromadził je niegdyś Kazimierz Władysław Wójcicki, polski literat, wydawca i historyk. Słyszeliście o nim lub o jego zbiorze? Jeśli nie, nie musicie się o nic martwić, ja także nie miałam pojęcia o istnieniu tej masywnej księgi. Właśnie dlatego postanowiłam wam o niej opowiedzieć. Być może i was pochłonie dawny świat naszych polskich bajek. Bajek surowych i niekiedy makabrycznych, ale wciąż unikalnych i niezwykle inspirujących. W końcu to od nich zaczęło się tak wiele historii…

Dawno, dawno temu…bo w XIX wieku Kazimierz Władysław Wójcicki stworzył zbiór, w którym zawarł wiele autentycznych opowieści ludowych, obrazki z życia szlachty i chłopów, jak również podania innych narodów. W 2021 roku wydawnictwo Dragon odtworzyło ów zbiór, zdobiąc go stosowną „przedmową” i zamykając w przepięknej oprawie. Chwila, pozwolę sobie powtórzyć: W PRZEPIĘKNEJ OPRAWIE. „Klechdy” są po prostu przecudownie wydane. Widać, że ktoś zatroszczył się o wszelkie detale, bo trwałe złocenia i ozdobniki przywodzą na myśl zbiory ze starych bibliotek. Twarda obwoluta i wszelkie zdobnicze motywy sprawiają, że na półce ten zbiór wygląda tak zjawiskowo, że nie sposób go nie eksponować. To po prostu jedna z tych ksiąg, które przyciągają spojrzenia. Nie da się przejść obok niej obojętnie.

Księga zachwyca pod względem wizualnym, pamiętajmy jednak, że wygląd to nie wszystko. Co mogę wam więc powiedzieć o zawartości Klechd? Przede wszystkim to, że nie jest to zbiór dla najmłodszych czytelników. To nie zabawny, romantyczny zestaw bajek, które można czytać dziecku na dobranoc. To baśnie, podania i legendy, które są przeznaczone dla dojrzałego czytelnika. Tego, który pamięta i wciąż chce wracać pamięcią do czasów dzieciństwa. Który pragnie odkrywać dawne bajdy i przyjrzeć się im pod całkiem innym kątem. „Klechdy” to bowiem podróż przez głębokie morze nostalgii. Czytelnik poznaje niektóre opowieści i zaczyna dostrzegać to, co przekształciła historia. Odkrywa nieprzekłamany świat dawnych wierzeń. Z jednej strony surowy i mroczny, z drugiej barwny i przesiąknięty magią. Świat, który go wychował. Pełen wciągających opowieści i niezwykłych wierzeń.

Klechdy” rozpoczynają się krótkim zarysem historycznym, objaśnieniem, skąd właściwie te się wzięły i dlaczego wciąż powinny mieć dla nas dużą wartość. Zostają również wspomniane wszelkie zmiany, jakich dokonano, aby zbiór Wójcickiego przystosować do obecnych realiów językowych. Uważam to za dobrą decyzję, bo choć dawny styl pisania uważam za wyjątkowo interesujący, nie wyobrażam sobie jednocześnie czytania i jego ciągłego rozszyfrowywania. Wolę „Klechdy” w ich obecnej formie: nieco zmienionej, ale wciąż intrygującej i kryjącej w sobie elementy charakterystyczne dla epoki, w której powstały.

Klechdy” są podzielone na trzy „części”. Pierwsza z nich porusza temat przedchrześcijańskich podań, czasów tak dawnych, że niektóre opowieści zdają się czytelnikowi wręcz obce. Druga, mówi o dawnych postaciach, bohaterach i zapomnianych mężów, o których historia milczy lub nie ma zbyt wielu informacji. Trzecia część z kolei, ta, która z pewnością zainteresuje najwięcej osób, to powieści. Utwory o czarownicach, zaklętych zamkach i urodziwych królewnach. Utwory krótsze i dłuższe, pozytywniejsze i mroczniejsze, znane i te, które czytelnik dopiero odkryje. Każdy znajdzie coś, co go zainteresuje. To pozycja wręcz obowiązkowa dla osób, które uwielbiają baśni i chciałyby je poznać od (dosłownej) podszewki. Miłośników dawnych opowieści z pewnością zauroczy klimat „Klechd”. Przyznam szczerze, że sama jestem oczarowana. Zdawało mi się, że znam wiele baśni i podań. Pan Wójcicki wyprowadził mnie z tego błędu. Pokazał mi świat, o którym nie miałam pojęcia.

Czy uważam, że warto? Zdecydowanie. „Klechdy, starożytne podania i powieści ludu polskiego i Rus” to zbiór wyjątkowy, niepowtarzalny i w stu procentach wart swojej ceny. Znajdziemy w nim wiele postaci, zarówno tych ludzkich, jak i mitologicznych. Poznamy opowieść o Morskim oku, Walgierzu, bracie i siostrze, czy Juracie. Przeczytamy o bogince, zmorze, strzydze i topielcach. Usłyszymy o tym wszystkim, o czym usłyszał sam Wójcicki.

Na zakończenie wspomnę tylko o jednej, maleńkiej wadzie zbioru. „Klechdy” to zbiór masywny, a co za tym idzie stosunkowo ciężki. Księgę dość niewygodnie się trzyma i przenosi, więc nie nada się do podróży. Osobiście myślę, że najlepiej nada się na dłuższe „posiedzenie” w bujanym fotelu lub pod kocykiem z herbatą w ręku.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz