niedziela, 20 lutego 2022

"To tylko zimowy blues" Anna Chaber | Wyd. Czwarta Strona

"To tylko zimowy blues” to kolejna książka Anny Chaber, autorki, która pojawiła się na książkowym rynku jesienią 2021 roku. Mieliśmy wtedy okazję poznać romantyczną historię Grega i Pauli. Mowa tu rzecz jasna o „Zaproś mnie na Pumpkin Latte”, które zaraz po premierze przypadło do gustu wielu czytelnikom. Ja także zaliczam się do tego grona, więc jak tylko dowiedziałam się o kolejnej książce pani Chaber, sięgnęłam po nią bez zastanowienia. Czy historia Karoliny i Daniela była równie przyjemna?

Karolina dzieli kawalerkę tylko ze swoim psem Kąskiem i jest z tego bardzo zadowolona. Mniej zadowolona jest ze swojej pracy, kłócących się rodziców, zrzędliwej ciotki. W dodatku w Nowy Rok zostaje potrącona przez samochód. Ten niegroźny wypadek sprawia jednak, że Karolina zaczyna myśleć o swoich marzeniach i obiecuje sobie, że w tym roku podąży za swoją największą pasją – śpiewaniem. Tylko czy uda jej się przezwyciężyć paraliżujący lęk przed występami na scenie?

Daniel jest lekarzem i kocha swoją pracę. Czasem aż za bardzo. Gdy wskutek przemęczenia traci przytomność i zostaje zmuszony pójść na urlop, postanawia poświęcić więcej czasu bliskim. Coraz częściej myśli również o uroczej sąsiadce, z którą połączył go huk petardy i wystraszony pies. Był to wystrzałowy i dość niefortunny początek znajomości. Czy mimo to połączy ich miłość… do pomagania?”

Podoba mi się pomysł, aby kolejne książki pani Chaber powiązać z konkretnymi porami roku (sama bodajże sugerowałam to pod recenzją „Zaproś mnie na Pumpkin Latte”). Tak jak pierwsza powieść autorki klimatem i tematyką nawiązywała do jesieni, tak druga jest związana z zimą, a dokładniej z okresem poświątecznym, kiedy to ludziom doskwiera nagły spadek kumulowanej przez cały grudzień energii. Myślę, że wiele osób wciąż zmaga się z tym „zimowym bluesem” i z chęcią sięgną po książkę, która choć na chwilę postawi ich na nogi. Po przyjemną, lekką i zabawną opowieść, która równocześnie niesie dobrze nam wszystkim znane przesłanie. Warto pomagać.

No to od początku. Zacznijmy od tego, że polubiłam się z bohaterami. Karolina okazała się przyjemną, młodą kobietą, która po rozstaniu z partnerem, zmieniła miejsce zamieszkania i adoptowała cudownego, niesamowicie uroczego psiaka. Starała się pomagać innym i wspierać każdego dobrym słowem czy uczynkiem. Podobnie zresztą jak Daniel, przystojny lekarz o tendencji do snucia elaboratów o zdrowym odżywianiu i zostawania w pracy aż do ostatniego pacjenta. Aby jednak nie napisać zbyt wiele i przypadkiem nie zdradzić, dlaczego zachowywał się tak, a nie inaczej, lepiej zawczasu zakończę akapit. Dodam tylko, że oboje, zarówno on jak i wspomniana wyżej Karolina, przypadli mi do gustu. Mieli spore zalety i pewne wady, z czego te pierwsze przypomniały mi, dlaczego polubiłam styl pani Chaber, a te drugie… nie były właściwie na tyle uciążliwe, aby zbytnio się nad nimi rozwodzić. Ot, ona miała problem z postawieniem na swoim, a on zbyt szybko interpretował pewne wydarzenia.

Bliscy naszych protagonistów również okazali się ciekawi. Znajomi Daniela starali się oderwać go od ciągłej pracy i nie dopuścić do tego, aby się przepracowywał, rodzice Karoliny mieli interesującą relację, a jej najlepszy przyjaciel wzbudzał na mojej twarzy uśmiech (choć nie ukrywam, pojawiło się kilka, jak nie kilkanaście stereotypowych tekstów typowych dla „przyjaciela geja”).

Styl książki jest przyjemny, bohaterowie prowadzą dość ludzkie dialogi, a fabuła dąży do przyjemnego, satysfakcjonującego zakończenia. Czytam wiele książek o zagranicznych bohaterach, więc tym bardziej lubię, kiedy nasze rodzime autorki tworzą powieści osadzone właśnie w polskich realiach. Dobrze, że Anna Chaber nie stara się na siłę przekombinować swoich historii. Tworzy naturalne, z jednej strony zabawne, a z drugiej poważne opowieści, które pozwalają czytelnikom wczuć się w sytuacje poszczególnych bohaterów. Między innymi dlatego tak polubiłam jej debiutancką książkę.

O czym jest jednak „To tyko zimowy blues”? O tym, że warto ryzykować i dążyć do spełniania swoich najskrytszych marzeń. Jest także o zrywaniu toksycznych relacji i o tym, że naprawdę warto pomagać. Anna Chaber przypomina, że czasami powinno się myśleć o innych, zarówno tych, którzy są dla nas bliscy, jak i tych, którzy są dla nas obcy. W książce pojawia się wątek zbiórek prowadzonych na rzecz WOŚP, a także tego, dlaczego należałoby jak najwcześniej poznać zasady pierwszej pomocy. W końcu nigdy nie wiemy, kiedy nasze wsparcie okaże się najbardziej potrzebne.

Na zakończenie dodam jeszcze kilka słów o tym, co leciutko mi w tej powieści zgrzytało. Powiem tak, gdyby ktoś zapytał mnie, czyja jest to książka, z pewnością obstawiałabym właśnie Annę Chaber. Nie chciałabym oceniać „To tylko zimowy blues” przez pryzmat pierwszej powieści autorki, ale nie sposób nie zauważyć, że Karolina i Daniel to bohaterowie podobni do Pauli i Grega. Choć fabuła „Bluesa” jest oryginalna i różni się od „Pumpkin Latte”, podczas czytania miałam wrażenie, że skądś już znam niektóre charaktery. Podobne wrażenie odniosłam, jeśli chodzi o regularne poruszanie przez autorkę pewnych kwestii. W pierwszej książce wiele mówiło się na temat ekologii, w tej, wciąż powraca temat zdrowego trybu życia i pomagania innym. Nie twierdzę bynajmniej, że to coś złego, wręcz przeciwnie, super, że pani Chaber wplata w swoje obyczajowo-romantyczne opowieści tego typu motywy. Z drugiej jednak strony, po dziesiątej wzmiance na temat jedzeniowych nawyków, czytelnik może mieć już dość wracania do tego samego tematu. To jednak tylko taka drobna uwaga na przyszłość, bo finalnie nie przeszkadza to w odbiorze samej historii.

Książka jest dość przewidywalna, nie odbiera to jednak przyjemności z lektury. Nie będę ukrywać, że mojemu książkowemu sercu wciąż jest bliżej do popijania jesiennego Pumpkin Latte, niż odczuwania zimowego bluesa, mimo to mogę z czystym sumieniem polecić wam drugą opowieść autorki Myślę, że fani jej stylu i tego, w jaki tworzy bohaterów, będą naprawdę zadowoleni. Osobiście jestem zadowolona, że miałam okazję poznać i tę historię. Pozostaje mi czekać na trzecią, domyślam się, że tym razem wiosenną opowieść pani Chaber.


 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz