sobota, 6 marca 2021

"Zodiaki. Generacja" Magdalena Kucenty | Wyd. Uroboros

Sesja się skończyła, więc można wracać do czytania i oceniania książek. Czas egzaminów i intensywnej nauki spowodowały, że przez dobry miesiąc nie miałam czasu na czytanie tekstów innych, aniżeli naukowe artykuły. Teraz, gdy w końcu „wróciłam” do książek, los chciał, że trafiłam na lekturę, o której, mówiąc wprost, nie mam pojęcia, co teraz napisać. Nie dlatego, że nie wiem, co o niej myśleć, ale dlatego, że nie wiem, o czym w ogóle napisać. W przypadku "Zodiaków" Magdaleny Kucenty ciężko znaleźć jakikolwiek punkt zaczepienia, aby stworzyć sensowną, miarodajną recenzję. Książka, o której zamierzam bowiem opowiedzieć, jest chaotyczna i pozbawiona choćby szczątkowych opisów, które pomogłyby czytelnikowi zobrazować sobie opisywany przez autorkę świat. Bohaterowie, choć na swój sposób oryginalni, nie przykuwają uwagi, są pozbawieni charyzmy. Niemniej jednak zacznijmy od początku…

Biopunkowa wizja świata po globalnej zagładzie. Społeczeństwo jest rozwarstwione, panuje system kastowy, a każdy człowiek ma swoją metrykę. W zakładach inżynierii genetycznej „Zodiak” tworzeni są postludzie o niezwykłych umiejętnościach. Na drabinie społecznej nie ma jednak dla nich miejsca. To wyłącznie obiekty doświadczalne, oznaczone i skatalogowane podług swych właściwości.”

Z racji, iż sama nie do końca potrafię opowiedzieć o fabule, przytoczyłam fragment opisu, który znajduje się na tyle książki. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że jest jak najbardziej adekwatny, ponieważ w pełni oddaje to, o czym są „Zodiaki”. Powiem więcej: to w gruncie rzeczy jedyne, co faktycznie da się wywnioskować po lekturze.

Capricorn nie kwestionuje reguł rządzących jego światem.

Pisces ani myśli stosować się do jakichkolwiek zasad.

Virgo jest więźniem we własnym ciele.

A Gemini są gotowe poświęcić naprawdę wiele, aby zapewnić Zodiakom lepszy byt.

Ludzie czy nie, stanowią rodzinę...”

Spotkałam się z recenzją „Zodiaków”, w której padło stwierdzenie, że sięgając po książkę, czytelniczka czuła się tak, jakby nie miała styczności z pierwszym, ale dajmy na to, drugim lub trzecim tomem jakiejś dłuższej historii. Zgadzam się z nią, ponieważ Magdalena Kucenty postanowiła wrzucić czytelnika w świat, o którym ten zupełnie nic nie wie. Można to porównać z wybraniem się na górski szlak – tyle tylko, że jest noc, a czytelnik, który wyrusza w podróż, nie dostaje ani mapy, ani latarki. Nic więc dziwnego, że ten zagubiony, szukający właściwej drogi „turysta”, który może polegać wyłącznie na swojej intuicji, szybko zaczyna czuć rozgoryczenie. Traci punkt odniesienia, nie wie, dokąd zmierza. Zaczyna zadawać sobie pytanie, czy w ogóle jego wędrówka ma jakiś cel. Niestety, właśnie tak czułam się podczas czytania „Zodiaków”. Książka opowiada bardzo oryginalną historię, to trzeba oddać autorce. Problem w tym, że właśnie ta oryginalność działa w przypadku „Zodiaków” na ich niekorzyść. Autorka stworzyła skomplikowany, działający na pewnych zasadach świat, którego jednak nie przedstawiła czytelnikowi w taki sposób, aby ten mógł poczuć się, jak jego pasująca część. Pisarze czerpiący z istniejących schematów, mają ułatwione zadanie, bo odbiorca z reguły sam potrafi wiele sobie dopowiedzieć. W przypadku „Zodiaków” pojawia się na tym polu spory problem z komunikacją. Mimo iż książka jest naprawdę oryginalna, odbiorca nie potrafi wytłumaczyć sobie wielu zdarzeń. Traf chciał, że ostatnio dużo czasu spędziłam, ucząc się na temat typów odbiorcy w literaturze. Jednym z nich jest Czytelnik Modelowy Umberto Eco, który zakłada, że aby tekst został odpowiednio odebrany, ten musi spełnić określone warunki. Tutaj mam wrażenie, że tego zabrakło. Autorka pozostawiła zbyt wiele luk fabularnych, przez co odbiorca ma duży problem z „odczytaniem” i odpowiednim zrozumieniem treści. Nie wiadomo, dokąd właściwie zmierza fabuła, czy bohaterowie mają jakiś konkretny cel. Czytelnik musi się domyślać, czy następujące po sobie wydarzenia faktycznie następują po sobie, czy ma może do czynienia z zakrzywioną linią czasową… Wie jedynie to, czego dowiedział się z opisu na tyle książki. Czyli właściwie niewiele.

Jeśli chodzi o kwestie techniczne, nie mogę się przyczepić do zbyt wielu rzeczy. Styl autorki jest w miarę przystępny, językowo też wypada naprawdę dobrze (choć osobiście nie przepadam za nagromadzeniem wulgaryzmów w tekście). Widać, że Magdalena Kucenty dokładnie przemyślała to, w jaki sposób powinien funkcjonować jej świat. Nie miałabym jej pod tym względem nic do zarzucenia, gdyby nie konkretna porcja terminologii, która dla niektórych może okazać się problematyczna, a także brak opisów tego właśnie świata. W „Zodiakach” fabuła koncentruje się na bohaterach. Autorka prezentuje poszczególne postacie, wrzucając je w często wyrwane z kontekstu, chaotyczne sceny. To sprawia, że fabuła na swój sposób ginie. Zostaje zepchnięta na drugi plan, a to z kolei sprawia, że czytelnik przestaje starać się ją zrozumieć, traci zainteresowanie motywacjami poszczególnych Zodiaków. Tak właśnie było w moim przypadku. Koniec końców nie do końca zrozumiałam, o co właściwie chodziło protagonistom. Pojawiali się w losowych miejscach, rozmawiali, po czym zmieniali lokalizacje, aby rozmawiać o zupełnie innych rzeczach. Fragmenty kończyły się w istotnych momentach, co bardzo wytrącało mnie z rytmu i dodatkowo frustrowało, jeśli dana scena zaczynała wydawać mi się interesująca. Jednocześnie, żaden z fragmentów nie pozostał w mojej pamięci. Kiedy próbowałam opowiedzieć o „Zodiakach” znajomej, zacięłam się już na pierwszym zdaniu. Nie potrafiłam powiedzieć za wiele o fabule, o tym, jak przebiegała. Wstęp, rozwinięcie i zakończenie tej opowieści paradoksalnie zlały się w moim przypadku w jedną, ale niespójną całość.

Na zakończenie, aby moja recenzja nie pozostawiła gorzkiego posmaku, wspomnę może o rzeczach, które nawet mi się w tej książce podobały. Po pierwsze: ma prześliczną, przykuwającą wzrok okładkę. Nie sposób przejść obok niej obojętnie. Po drugie: jak już pisałam wyżej, sam pomysł miał potencjał. Autorka stworzyła oryginalny, złożony świat, a także bohaterów, o których naprawdę chciałam dowiedzieć się czegoś więcej. Zaciekawił mnie motyw Zodiaków, intrygowały moce poszczególnych postaci, a także to, z jakimi problemami musiały się w związku z nimi mierzyć. Polubiłam się z Virgo i Caprim, których talenty uznałam za najciekawsze, czekałam także na fragmenty, w których znów pojawią się dzielące jedno ciało Gemini. Nie ukrywam, na swój sposób starałam się znaleźć w tych bohaterach punkt zaczepienia, aby nie czuć rozczarowania fabułą. Bo to faktycznie mogło się udać. Przy odrobinie skupienia mogła z tego powstać historia o skomplikowanych relacjach i burzliwych uczuciach. O konfrontowaniu się z rzeczywistością, a także próbie odnalezienia się w świecie, w którym odmienność nie zawsze oznacza bycie wyjątkowym w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

Podsumowując: Jest mi przykro, że pomimo szczerych chęci, nie odnalazłam się w fabule „Zodiaków”. Nie twierdzę, że książka jest zła, czy że nie przypadnie do gustu komuś innemu, dla mnie jednak okazała się męcząca. Ostatnie pięćdziesiąt stron przeczytałam z wielkim trudem. Chociaż starałam się przekonać do bohaterów, dawno aż tak nie czekałam na zakończenie żadnej historii. Mimo iż Magdalena Kucenty wykreowała niesamowity świat, gdy przyszło do jego zaprezentowania, coś poszło nie tak. Ja jestem niestety na nie. 


 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz